expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Zebraliśmy

Zebrane środki w Fundacji na leczenie Szymonka 16642,28 zł na dzień 20.11.2015. (w tym z 1%-16110,80)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

piątek, 20 listopada 2015

DZIĘKUJĘ ZA 1% = 16110,80 zł


Dla nas 1% to 16110,80 zł!!!
To dzięki Waszej hojności  Szymon żyję!!!
To dzięki Wam Szymon wyzdrowiał!!!
To dzięki Wam możemy nadal się kontrolować i wyjeżdżać do Włoch na badania kontrolne!!!
Nie zapomnijcie o Szymku w 2016 roku!
Bardzo Wam  Dziekujemy!!!

DZIĘKUJĘ ZA 1%!!!

czwartek, 2 lipca 2015

2 dzień w szpitalu Jelenia Góra

Troszkę lepiej. Nawodnienie wzrosło i cukier także jednakże do norm jeszcze brakuje. Szymek odzyskuje apetyt i juz nie zwraca. Zdecydowanie wirus. Dziś zostajemy w szpitalu nadal pod kroplowkami.
Wystarczył jeden dzień by odwodnił się organizm!

środa, 1 lipca 2015

Szymek w szpitalu w Jeleniej Górze.

Jesteśmy w Jeleniej Górze u cioci a Szymek od rana zwraca wszystko co zje. Wieczorem był już bardzo słaby. Decyzja: jedziemy do szpitala!...całe szczęście,  że przyjechaliśmy!  Odwodnienie -14
Cukier 34 (norma 60-100)
Pozostałe wyniki w normie. Rano, bez przyjazdu do szpitala, mogło być źle. Nawadnianie trwa. Przyjęcie do zwykłego szpitala dziecka onkologicznego budzi emocje i przejęcie. 
Skąd taki stan? Przypuszczamy, iż wywołany ostatnim pobytem na basenie. Szymek dzielnie pływa  i ćwiczy na basenie.  Opił się wody....choć to tylko przypuszczenia nasze.  Może też być wirus...jednakże bardzo szybko spowodował odwodnienie! Najważniejsze że już w specjalistycznych rękach. ....do przodu!

sobota, 20 czerwca 2015

5 Urodziny Szymka!

Dawno nie było prawdziwych urodzin. Obecne były wyjątkowe. W domu!!! Z dziećmi od których zawsze izoluje się dzieci onkologiczne. Było wesoło i radośnie. Dzieci same przyozdobiły tort :) ...ale frajda!!!







A największym prezentem Szymka jest Ciułała-KUKI! Wymarzony przyjaciel!
SZYMEK 100 LAT!!!

Powrót do domu!

Pamiętamy jak trzeciego dnia w szpitalu onkologicznym musieliśmy zrozumieć, że zostało mu 2,5 miesiąca życia. Zostało mało czasu by pożegnać się z naszym dzieckiem. Pamiętamy jak lekarze omawiali proces leczenia i wątpili, że cokolwiek zdziałają. Pamiętamy jak kręcili głową... Nie daliśmy temu wiary!
Minęło 2,5 roku od diagnozy. Nie mamy siły na więcej. Rak w rodzinie wykańcza wszystkich jednocześnie ku końcu zmienia życie na lepsze. W jednych przypadkach odbiera życie i łagodzi ból. W innych daje szanse na lepsze życie. Zmienia życie nie tylko chorego ale i całe jego otoczenie. To czas ogromnej życzliwości, miłości, czerpania radości z każdej chwili, zmian na lepsze, zmian priorytetów i dostrzegania wyjątkowości swojego życia. Rak dał nam to drugie! Dał życie!...choć droga była ciężka.
Najpierw oswojenie się z diagnozą. Mozolna i długa nauka o chorobie i walka z totalnym paraliżem. Jak ułożyć obowiązki domowe? Co z pozostałą dwójką dzieci? Co z pracą? Kto zrezygnuje z pracy? Jak żyć? Jak nie płakać przy dziecku które niedługo odejdzie? ....to cząstka pytań na które nie znaliśmy odpowiedzi. ...nie radziliśmy sobie na początku.
Pomogliście nam "WY"="PRZYJACIELE SZYMONA"!!! Pojawiliście się i tym samym uwierzyliśmy, że musimy walczyć o jego życie wspólnie z Wami. Gdy minęło 2,5 miesiąca zrozumieliśmy że Szymek ma ogromną chęć życia i nie zamierza żegnać się ze światem. Brak świadomości uczyniła go zwycięzcą!
Droga do zwycięstwa to ciężka chemia COJEC, operacja wycięcia guza wielkości męskiej pięści, przeszczep szpiku, naświetlania, dziesiątki toczeń, ostra niewydolność oddechowa zwalczona przy użyciu maski intubacyjnej i najważniejszy eksperyment przeciwciałami GD2.
Obok diagnozy kolejnym obciążeniem dla nas było uzbieranie pieniędzy na eksperyment. To kolejne ciśnienie, które mocno dało nam w kość. Pragnęliśmy być przy Szymku, przy dzieciach w ciężkich chwilach szkolnych, w okresie dorastania i trudnym do zrozumienia dla nastolatka. Niestety....musieliśmy szukać pieniędzy. Nikt nie zrozumie jakie to ogromne obciążenie dla umysłu gdy życie dziecka zależy od kasy, od cholernej kasy. Trwał wyścig, który po występie w TVN zakończył się Happy End`em.
Jednakże w walce z rakiem nigdy nie jest z górki. Kolejna decyzja: kto wyjedzie do kliniki do Włoch? Kto tam zostanie na okres 7 miesięcy? Jak pogodzić to wszystko? ...myśleliśmy, że to nigdy się nie skończy!
Jednego dnia zrozumieliśmy, że to koniec leczenia. 3 maja na Rynek w Dusznikach wjeżdżamy Wozem Strażackim!!! Wzruszająca chwila!!! Zrozumieliśmy, że jesteśmy już w domu w otoczeniu znajomych, przyjaciół i rodziny. Jesteśmy w domu...
Wjazd Wozem Strażackim












"Duszniccy Pomagacze"...choć brakuje kilka osób

ciacho z babcią na Rynku

poczęstunek dla przybyłych...babcia piekła :)

rodzeństwo nie zawiodło ;)
Dziękujemy! Dzięki Wam poczuliśmy się jak w domu :) Przed nami długa rehabilitacja i badania kontrolne we Włoszech 15 lipca. Teraz relaks!!!